1423864929_spy0qa_600

Dlaczego nie obejrzę iluś tam twarzy Grey’a ?

Może zmienię kiedyś zdanie i zobaczę ten film, ale zrobię to tylko po to, by utwierdzić się w tym, że miałam absolutną rację, kiedy mówiłam, że go nie obejrzę.


Fabułę książki znam jedynie w urywkach: jest ona- koniecznie młoda, atrakcyjna i inteligentna, jest on – przystojny i obrzydliwie bogaty. No i chodzi o seks. Jak w mniej więcej co drugiej produkcji filmowej rodem z Holyłudu.

To najlepszy i jednocześnie najprostszy sposób by dziś wzbudzić zainteresowanie tłumów, no i rzecz jasna wyciągnąć od nich kasę. Seks, zbrodnia, no i jeszcze wielkie spiskowe teorie dziejów, te też się w sumie nadają. A potem rekord frekwencji, rekord kasowy, generalnie rekord rekordów i box office.
Te trzy tematy to właściwie jedyne co się dziś sprzedaje i co gwarantuje sukces finansowy jakiejkolwiek filmowej produkcji. W przypadku Grey’a wybór padł na ten najprostszy temat. Bo przy morderstwach trzeba wpakować sporo funduszy w efekty specjalne, bo ketchup zamiast krwi przestał satysfakcjonować widza jakieś lata świetle temu, zaś wielkie spiski wymagają jednak lepszego przygotowania merytorycznego tzw. pomysłu, tak żeby widz wyszedł z kina z przeświadczeniem, że o to właśnie został wzbogacony o wiedzę wręcz tajemną (oczywiście jego zdaniem całkowicie prawdziwą, dopisek „na faktach autentycznych” też daje szanse na zdobycie box office), dostępną dotychczas dla wąskiego grona ludzi, a teraz i on wchodzi w skład owej elitarnej grupy (wespół z tysiącami innych osób, które na film udały się do kin, ale ten drobiazg nie jest już tak istotny dla dobrego samopoczucia widza).

Tak działa dzisiejszy świat, który sprzedaje Ci informacje, jakie sprzedać Ci chce. A ty łykasz wszystko jak pelikan.

Znajomość książki wydaje się całkowicie zbędna do wyrażenia stanowiska, oczywiście jak najbardziej subiektywnego, o wchodzącej właśnie na ekrany kin produkcji. Nie zamierzam nikogo ganić za to że poszedł i obejrzał, nie jestem krzyżowcem, który będzie tu prowadził krucjatę przeciwko tej produkcji. W sumie niewiele obchodzi mnie to, czy film ten będzie najchętniej oglądanym/ ściąganym/ nielegalnie kopiowanym filmem w dziejach kina. Chodzi tylko o to, że znów uległeś nagonce i swego rodzaju presji.

Presji mediów.

Przez ostatnie miesiące docierały do mnie, pomimo moich usilnych starań, strzępy informacji o tym zapewne epokowym dziele w historii kina. Naprawdę starałam się ignorować wręcz krzyczące zewsząd nagłówki, informujące najpierw o wyznaczeniu daty premiery, następnie o jej nieuchronnym zbliżaniu się (no, w końcu czas nie cofa się, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo), na koniec zaś o walce o bilety na pierwsze pokazy. W międzyczasie dowiedziałam się o problemach z obsadą, o kłótniach na planie filmowym, o kolejnych trailerach i o zmęczeniu ekipy kręconymi dublami scen łóżkowych (w sumie wcale im się nie dziwię).

Tuż przed premierą, twarz Grey’a widziałam wszędzie. Otworzyłam jakikolwiek portal informacyjny: Grey, zalogowałam się na Fejsbuka: Grey, w gazetach: Grey, na przystankach dla odmiany: Grey. Nawet lodówkę bałam się otworzyć, z obawy, czy aby tam też nie zobaczę Grey’a (na szczęście nic takiego nie miało miejsca). Faktycznie dużo twarzy musi mieć ten Grey, skoro wszędzie potrafi być jednocześnie.

Jak widać pieniądze przeznaczone na kampanię reklamową przyniosły zamierzony efekt, bo jak donoszą dzisiejsze media Grey ze swymi licznymi licami stał się najlepiej zarabiającym filmem od początku istnienia kina w Polsce, szkoda, że nie jest on filmem polskim. Trzeba by pomyśleć o jakimś orderze tudzież medalu z tej okazji…

Jednakże to, czego byłam świadkiem w dniu premiery przeszło moje wszelkie wyobrażenia (a wyobraźnię to mam jednak dość bujną). Oczywiście najlepsze można było znaleźć jak zwykle na Fejsbuku. Jedni informowali mnie, że właśnie są w drodze, inni wrzucali zdjęcia już z sali kinowej, jeszcze inni słali apele z prośbą, wręcz błaganiem, o informacje gdzie można jeszcze kupić bilety na wspomniany film. Byli też tacy którzy, by obejrzeć film w dniu jego premiery, zdecydowali się na podróż i przemieszczali się po drogach naszego kraju, tylko po to by dotrzeć do kina położonego w większym mieście. Swoją drogą, ciekawe czy zanotowano zwiększoną ilość wypadków na drodze tego dnia?

Czytając te wpisy, aż umierałam z emocji: czy uda im się dotrzeć na czas, czy nie utkną w korku bądź zaspie, czy nie złapią gumy po drodze, czy zdobędą te bilety, w końcu czy film spełni ich oczekiwania. Nie no dobra, o to ostatnie się nie bałam. Tyle emocji na raz dawno nie doświadczyłam, i wcale nie musiałam wychodzić z domu, a to wszystko za darmoszkę – bo jak informuje Fejsbuku na swojej stronie głównej : rejestracja jest i zawsze będzie darmowa. W każdym razie, 14 lutego poziom emocji jakich mi dostarczono, można było śmiało porównać z dobrym thrillerem, trzymającym w napięciu aż do napisów końcowych.

Nie ulegam chwilowym trendom ani modom. W sumie to chyba jestem bardzo niemodna. Cóż, zdarza się. Jakoś muszę z tym żyć. Nie czytam czegoś tylko dlatego, że absolutnie wszyscy aktualnie to czytają. Nie interesują mnie także promocje księgarni, które oferują mi pakiet wspaniałej literatury o Grey’u w rewelacyjnie niskiej cenie. Nie biorę udziału w wyścigu o bilety do kina na pierwszą ani nawet na setną projekcję tego filmu w moim mieście. Wierz mi, że gdybym była szczęśliwym posiadaczem wejściówki na tenże seans, na pewno bym Ci ją oddała. Słowo honoru.

Nie lubię kiedy mówi mi się co jest teraz fajne, na czasie i w ogóle dobrze jest to znać. Nie lubię i nie ulegam presji tłumu. A do kina chodzę dopiero wtedy, gdy wszyscy już zapomnieli o premierze danego filmu.

Mam dziwne wrażenie, graniczące wręcz z pewnością, że dzieło to swoją popularność zawdzięcza jedynie dość licznym scenom erotycznym, które zapewne nie stanowią odpowiedniego pola do pokazaniu światu swego warsztatu aktorskiego. kto w końcu oglądając film oczekuje wysokiego poziomu gry aktorskiej? Chyba jakiś relikt przeszłości. Fabuła raczej też nie jest zbyt odkrywcza, podobnie należy ocenić konkluzję, o ile jakakolwiek z takiego filmu może wynikać.

Pamiętacie co 2 lata temu działo się przy okazji premiery Nimfomanki? Przypomnę Wam: działo się praktycznie to samo, czego jesteśmy aktualnie świadkami. Kto dziś pamięta o Nimfomance? Kto uznaje to za dzieło wybitne, wyznaczające nowe trendy w kinie, poruszające jakieś niewiarygodne tabu?

Zapewniam Was, że z tym filmem będzie podobnie.

A Wy, oglądaliście już? Podzielcie się spostrzeżeniami, bo może jednak coś przegapiłam i mimo wszystko warto obejrzeć ten film.

pozdrawiam,
Dziewczyna z kodeksem

Pees. musiałam wstawić to zdjęcie, bo czyż jest lepsze podsumowanie tego wpisu ?🙂

(źródło oczywiście demotywatory.pl)

2 thoughts on “Dlaczego nie obejrzę iluś tam twarzy Grey’a ?

  1. popieram..naprawdę POPIERAM, choć jestem młodą osobą to wolę iść do kina na coś bardziej wartościowego, coś co rzeczywiście pobudzi którąkolwiek z ważnych sfer w moim mózgu, na film po którym będę miała ambitne refleksje, dlatego cieszę się że takich ludzi jest więcej którzy jednak nie gonią za tym co wszyscy
    pozdrawiam serdecznie🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s